czwartek, 24 października 2013

glonojad

po prostu Glonojad. tu właśnie teraz jestem. minęło1,5 miesiąca od moich różnych postanowień. ostatecznie wyszło tak, że nic tutaj nie napisałam. nie oznacza to jednak, że nic się nie wydarzyło. właściwie wręcz przeciwnie. i nawet jeśli ja zatrzymałam się na chwilę ze swojego wyboru to wszechświat nie przestał się zmieniać. odnajduję w sobie spokój powoli, mimo że było to jakiś czas temu nie do uwierzenia.. 
ale miało być o jedzeniu ;) więc mały przerywnik - pieczone ziemniaki, sałatka z jarmużu z prażonymi pestkami słonecznika i sos z chilli, fasoli i wędzonego tofu. plus duża dawka dobrej energii w towarzystwie muzyki przy której aż chce się biegać po łące pełnej kolorowych kwiatów i motyli.. są takie miejsca i okoliczności, które sprawiają, że pojawia się uśmiech zaczynający się od takiego ciepełka i światełka w sercu. 
uczę się znowu jakoś szanować siebie i swoje potrzeby. miałam czas skrętu kiszek i czas zajadania smutków i ataków umysłu, nadal zdarza mi się zjeść chipsy.. ale nie będę się za to biczować. trudno jest mi być w życiu uważną, mądrą i świadomą non stop ale doskonale odczuwam różnicę gdy już mi się to udaje. 
hmm no i nie wiem co wyjdzie z tego bloga, ale to nie ma znaczenia. wiem że potrzebuję pisać i mieć porządek i w sobie i dookoła i nie będę z tym walczyć.