ale miało być o jedzeniu ;) więc mały przerywnik - pieczone ziemniaki, sałatka z jarmużu z prażonymi pestkami słonecznika i sos z chilli, fasoli i wędzonego tofu. plus duża dawka dobrej energii w towarzystwie muzyki przy której aż chce się biegać po łące pełnej kolorowych kwiatów i motyli.. są takie miejsca i okoliczności, które sprawiają, że pojawia się uśmiech zaczynający się od takiego ciepełka i światełka w sercu.
uczę się znowu jakoś szanować siebie i swoje potrzeby. miałam czas skrętu kiszek i czas zajadania smutków i ataków umysłu, nadal zdarza mi się zjeść chipsy.. ale nie będę się za to biczować. trudno jest mi być w życiu uważną, mądrą i świadomą non stop ale doskonale odczuwam różnicę gdy już mi się to udaje.
hmm no i nie wiem co wyjdzie z tego bloga, ale to nie ma znaczenia. wiem że potrzebuję pisać i mieć porządek i w sobie i dookoła i nie będę z tym walczyć.